Kilka słów o studiowaniu grafiki

Studia artystyczne to wspaniały czas, ALE… człowiek młody, kończący uczelnię i zaczynający tworzyć rzeczy na własny rachunek zderza się ze ścianą. Precyzyjniej, powiedziałabym, że ze szklanym kloszem. Siedzi tak otoczony przez wszystkie swoje: „czy to jest dobre?”, „czy niesie jakąś wartość?”, „czy komuś się spodoba?”, „co powiedziałby profesor?”, „gdzie jest mój styl?”

Szczególnie kiedy już sam zaczyna krytycznie oceniać grafiki, odróżniać podróbki od oryginałów. Jak to mówią: niewiedza czasem jest błogosławieństwem. (Mówią tak?)

Najważniejsze dla mnie to potrafić w pewnym momencie wszystkie „możesz” i „musisz” przesunąć w tył głowy. Niech są, niech świadczą o moim warsztacie, ale potem czas rozbić cholerną szybę i tworzyć. Po swojemu, bez ograniczeń, tak jak rysuje się w dzieciństwie.

I tak właśnie powstał projekt plakatu zupełnie nieszkolnego. Tylko dla Bartka i trochę też dla mnie. Bo miejsce czekało od dawna, bo Kerouack i ten cytat, bo to nam się podoba i klient/profesor/znajomy nie wymaga. Tzw. najlepiej : )

Radiohead

To jest praca, która powstała pod ciężki do prezentowania w sieci wymiar (100 x 35cm), dlatego miałam wątpliwość czy w ogóle pokazywać ją na blogu, ale prawda jest taka, że jej tworzenie sprawiło mi dużo frajdy, więc musiała się pojawić.

W Pracowni Infografiki, u profesor Agaty Kulczyk, mieliśmy wykonać oś czasu w dowolnej tematyce, w określonym wymiarze. Gdzieś w głowie pojawił mi się pomysł pięciolinii, który zgrałam z członkami zespołu Radiohead i zobaczcie sami…

Tak tu tylko zostawię ścieżkę dźwiękową, a Wy możecie kliknąć w infografikę i dokładniej się jej przyjrzeć, szczególnie jeśli wasze plany na wakacje brzmią: Opener.

radiohead-01

Sesja portretowa – Julia

Kiedy zaczynałam prowadzić bloga, na wpisy składały się wyłącznie zdjęcia. Teraz trochę ich tu zabrakło, ale na uczelni pracownię fotografii poprowadził z nami profesor Andrzej Florkowski i to on skłonił mnie do poświęcenia czasu na sesję portretową, jaką od dawna chciałam zrealizować.

Dobrze jest mieć nad sobą czasem bat w postaci zaliczenia przedmiotu, bo dzięki temu powstało kilka zdjęć, które naprawdę lubię.
DSC_0052

podwojne

DSC_0264 2DSC_0274

Przygody Piotrusia Pana

Sesja się skończyła – odetchnęłam z ulgą. Oczywiście w jej trakcie byłam zainteresowana 15 serialami, 6 filmami, odłożyłam kilka spotkań i nowych rzeczy, które chciałabym robić, ale jak przyszło co do czego, to nadrobiłam jedynie 1 film i rozpoczęłam naukę kaligrafii. O tym może jednak kiedy indziej, jak już będzie się czym chwalić. Co do „La La Land” to 7/10.

skrzyd

Na mojej długiej liście „życie po sesji” znalazła się też aktualizacja bloga. Choćby dlatego, że wyrwawszy się na jeden wernisaż znajomej usłyszałam: „zaglądam czasami na Twojego bloga” i aż głupio mi się zrobiło, że jest to zaglądanie bezcelowe. Materiału mam teraz dostatek, więc kajam się i… nie wiem od czego zacząć.

Na pierwszy ogień rzucam więc projekt okładki akwarelowej, bo jest to praca, do której jak rzadko nie mogę się przyczepić. Pewnie dlatego, że nawiązuje do Art deco, które uwielbiam, a które swoją popularność zyskało w podobnych latach, co „Przygody Piotrusia Pana” J.M. Barriego.

graficzny.com.pl

Okładka postała w Pracowni plakatu i ilustracji wydawniczej pod okiem profesora Mirosława Adamczyka.
To Wy też popatrzcie i do zobaczenia niedługo.
graficzny.com.pl

graficzny.com.pl

graficzny.com.pl

tyl

Kazimierz Dolny i Nałęczów

dsc_0491net

dsc_0511

Pod koniec wakacji, wylądowaliśmy z moim chłopakiem w Krakowie i jak zawsze w tym mieście, spędziliśmy miły weekend. To jest miejsce, w którym zawsze jest coś do odkrycia, czas płynie trochę mniej śpiesznie, a ludzie wydają mi się bardziej wyluzowani. Ciężko było wyjeżdżać, poszliśmy więc na leniwe śniadanie i przy bajglach w Wesołej (polecam szczerze) próbowaliśmy ustalić gdzie moglibyśmy spędzić kilka wolnych dni.

dsc_0582net

Chcieliśmy wyskoczyć do Berlina, ale przy całej swojej beztrosce zapomniałam, że jestem już stara i… wygasł mój dowód. Nic straconego (Berlin jesienią!), skoro siedzieliśmy w Krakowie, to oceniliśmy, że mamy niedaleko do Kazimierza Dolnego. Zabukowaliśmy hotel pod lasem i prawie pobiegliśmy do samochodu (nie to, żeby Kazimierz nie mógł zaczekać, ale parkometr i straż już nie).

I był to wybór doskonały (cel, nie bieg, wiadomo). Dwa dni wypełnione chodzeniem, sprawdzaniem wegetariańskich smaków w lokalnych knajpkach, siedzeniem ze szklankami pełnymi cydru na balkonie, nad sadem jabłkowym i liczenie gwiazd. Zasięg tak słaby, że zamiast internetu rozmowy w cztery oczy, zamiast filmu książki, a zamiast galerii handlowych te maleńkie artystyczne.

dsc_0603net

dsc_0611net

untitled-2-03

2

Odkryłam Kazimierz i Nałęczów na nowo. W tygodniu i bez tłumów, za to z targiem na rynku, a co chyba najlepsze, w moim ulubionym późnoletnim świetle, które samo wyzwalało migawkę aparatu.

Bieszczady

To nie jest relacja, bo pobyt w tym niesamowitym miejscu na krańcu Polski, to już zakurzone wspomnienie. Weekend majowy wydaje mi się teraz odległy o lata świetlne, ale właśnie dlatego w pewien letni wieczór wzięło mnie na rozmyślanie o połoninach. Odświeżałam więc pamięć i swoje zdjęcia. Bieszczady od dziecka kojarzą mi się z zatrzymanym i beztroskim czasem. Pierwsze te, pamiętane przez mgłę, wczasy z rodzicami. Kolejne to obozy wędrowne i piesze lekcje pokory z ogromnymi plecakami. I te najmniej odległe, spotkanie ludzi z Twittera. Są wyjazdy, które zapominam, ale te nie. Bieszczady, mam do was słabość!

bieszczdy-01 tama nad solina-01

CICHO POTOK GADA-01

smerek-01

WHO

Strasznie jestem już zmęczona, ale i podekscytowana tym, że oto nareszcie jest MÓJ BLOG. Na własnej, wymarzonej domenie. Stronę czeka jeszcze kilka szlifów, ale już jest… CO ZA ULGA!

Zapraszam do zaglądania na annadid.it

I do rzucenia okiem na infografikę, którą realizowałam w pracowni tejże pod okiem Agaty Kulczyk. Pamiętacie z dzieciństwa łamigłówki, w których należało przesuwać zależne od siebie klocki, żeby ułożyć wzór? Podobny motyw wykorzystałam w grafice o badaniach WHO, które porównują wydajność upraw roślin i hodowli zwierząt.

Anna Kubicka, WHO-01

 

Rzez

Ten rok to niekończąca się sesja. Już widać jej koniec, już niewiele projektów zostało do oddania, ale dzisiaj ten, z którego już otrzymałam zaliczenie.
Rzeźnet
Plakat wykonany w Pracowni plakatu i ilustracji wydawniczej prof. Mirosława Adamczyka.
Tematem był dowolny z filmów Romana Polańskiego, a że „Rzeź” należy do skromnego grona filmów, które oglądałam wielokrotnie, to wybór był prosty.
Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał, to jest to ekranizacja sztuki „Bóg mordu” Yasminy Rezy wystawionej w 2006 roku i od tego czasu nieprzerwanie granej w teatrach na całym świecie. Ekranizacja jest przewrotna, akcja mimo rozgrywania się w jednym tylko mieszkaniu, niesie widza z prądem i wciąga w emocje czwórki rodziców, którzy spotykają się by omówić bójkę swoich synów.
Zachęcająca obsada (Jodie Foster, Kate Winslet, Christoph Waltz, Alan Cowan ), całe spektrum ludzkich zachowań i lekko ponad godzina mija, jak batem strzelił, więc szczerze polecam.
Plakatnet

Głowa, jak…

Plakat wykonany w pracowni Podstaw typografii u dr M.Markowskiego, jest odpowiedzią na zadane mi przysłowie, które to usłyszałam pierwszy raz w życiu…
„Głowa jak u śledzia, nogi jak u niedźwiedzia”. Wyszło na tyle abstrakcyjnie, że mój chłopak nie może doczekać się powieszenia tej pracy w mieszkaniu 🙂

przyslowie72rozglowajakusledzia

glowajak72

 

January

 JANUARY

Nigdy nie podejrzewałabym, że koniec i początek roku mogą przynieść tyle dobrego. Dużo podróży, których nigdy nie zapomnę, miejsc, które cieszyły oczy i spokoju, którego sobie i innym życzę w 2016.

268

Na dysku nadal wygrzewają się fotografie z jesieni stulecia w Krakowie, ale tymczasem bardziej odpowiedni, zimowy Karpacz, Teplice nad Metuji czy Biedrusko.

DSC_0251

271

DSC_0244

Pisząc ten post słucham Glena Hansarda czekając na jego koncert w Poznaniu. No 2016, dajesz!