lazy sunday

Mój ulubiony aparat jest w serwisie, co oznacza trochę więcej siedzenia przy książkach, rysunkach i photoshpie, nie oznacza jednak całkowitego odwyku. Nie po to na dnie szuflady leżą piękne Starty i Zenity, Canony i inne cuda, żeby się kurzyły, prawda?

Wycinki mojego domu, tej leniwej niedzieli ustrzelone małpką Canona, którą dostałam, kiedy jeszcze 5 mpix to było coś.

Gra świateł, cieni i kolorów, zaległe czasopisma do przeczytania i sok truskawkowy, moje nowe miejsce do prac manualno-rysunkowych i to nad czym ostatnio myślę, stare zdjęcia, papiery, tusz. Kalendarz od „Zwierciadła” i książka, którą właśnie skończyłam, a którą polecam, choć pierwsze rozdziały wciągają baaardzo, a końcówka staje się cięższa do przebrnięcia.

Nadal jestem w pewnym szoku i myślę o opowieściach, w których Gunter wciela się w pracownika call center, czarnoskórego mężczyznę w Niemczech, czy bezdomnego. Nadal jest mi jakoś przykro, że ludzie potrafią być tacy okrutni, ale jednak zdecydowanie warto to przeczytać.

  • Share post

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *