Julia i Orjev

Jak tylko zaczęło się siodłanie Orjeva, zaczął również padać deszcz. Zmoknięty jeździec, zmoknięty koń, zmoknięty aparat,
bo stawianie ogromnego namiotu nie zostało jeszcze ukończone, ale złe warunki nie są przecież przeszkodą.
A później w nagrodę gorąca kawa i rogale marcińskie.

11.11.12 Rancho.

kościół św. Jana Vianneya

Wschód słońca, mgła i widok na kopułę neoklasycystycznego kościoła św. Jana Vianneya na Sołaczu.

Podobno z latarnią. Podobno, bo nigdy nie widziałam, jak świeci i nie wiem czy nadal miałoby to jakąś rację bytu, ale i tak,

widok ten bardzo uprzyjemnia czekanie na przystanku autobusowym.