Kazimierz Dolny i Nałęczów

dsc_0491net

dsc_0511

Pod koniec wakacji, wylądowaliśmy z moim chłopakiem w Krakowie i jak zawsze w tym mieście, spędziliśmy miły weekend. To jest miejsce, w którym zawsze jest coś do odkrycia, czas płynie trochę mniej śpiesznie, a ludzie wydają mi się bardziej wyluzowani. Ciężko było wyjeżdżać, poszliśmy więc na leniwe śniadanie i przy bajglach w Wesołej (polecam szczerze) próbowaliśmy ustalić gdzie moglibyśmy spędzić kilka wolnych dni.

dsc_0582net

Chcieliśmy wyskoczyć do Berlina, ale przy całej swojej beztrosce zapomniałam, że jestem już stara i… wygasł mój dowód. Nic straconego (Berlin jesienią!), skoro siedzieliśmy w Krakowie, to oceniliśmy, że mamy niedaleko do Kazimierza Dolnego. Zabukowaliśmy hotel pod lasem i prawie pobiegliśmy do samochodu (nie to, żeby Kazimierz nie mógł zaczekać, ale parkometr i straż już nie).

I był to wybór doskonały (cel, nie bieg, wiadomo). Dwa dni wypełnione chodzeniem, sprawdzaniem wegetariańskich smaków w lokalnych knajpkach, siedzeniem ze szklankami pełnymi cydru na balkonie, nad sadem jabłkowym i liczenie gwiazd. Zasięg tak słaby, że zamiast internetu rozmowy w cztery oczy, zamiast filmu książki, a zamiast galerii handlowych te maleńkie artystyczne.

dsc_0603net

dsc_0611net

untitled-2-03

2

Odkryłam Kazimierz i Nałęczów na nowo. W tygodniu i bez tłumów, za to z targiem na rynku, a co chyba najlepsze, w moim ulubionym późnoletnim świetle, które samo wyzwalało migawkę aparatu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post Navigation