lazy sunday

Mój ulubiony aparat jest w serwisie, co oznacza trochę więcej siedzenia przy książkach, rysunkach i photoshpie, nie oznacza jednak całkowitego odwyku. Nie po to na dnie szuflady leżą piękne Starty i Zenity, Canony i inne cuda, żeby się kurzyły, prawda?

Wycinki mojego domu, tej leniwej niedzieli ustrzelone małpką Canona, którą dostałam, kiedy jeszcze 5 mpix to było coś.

Gra świateł, cieni i kolorów, zaległe czasopisma do przeczytania i sok truskawkowy, moje nowe miejsce do prac manualno-rysunkowych i to nad czym ostatnio myślę, stare zdjęcia, papiery, tusz. Kalendarz od „Zwierciadła” i książka, którą właśnie skończyłam, a którą polecam, choć pierwsze rozdziały wciągają baaardzo, a końcówka staje się cięższa do przebrnięcia.

Nadal jestem w pewnym szoku i myślę o opowieściach, w których Gunter wciela się w pracownika call center, czarnoskórego mężczyznę w Niemczech, czy bezdomnego. Nadal jest mi jakoś przykro, że ludzie potrafią być tacy okrutni, ale jednak zdecydowanie warto to przeczytać.

secret garden

W moim ogrodzie jesienią jest najpiękniejsze światło, jakie znam. Kiedy mam trochę czasu, narzucam na siebie sweter, biorę kawę i obserwuję wczesne słońce rozpraszane liśćmi. Refleksy na mokrej trawie i pies czegoś w niej szukający, para unoszącą się nad ziemią i moim kubkiem, całkiem romantycznie. Lubię się tak budzić. A kiedy śpieszę się do pracy, to i tak w drodze do garażu zatrzymuję się tam na chwilę.

grandma

Moja babcia jest bardzo silną i niezależną kobietą. Kiedy zmarł mój dziadek, ona po raz drugi została wdową. Nie przyjmuje do wiadomości, że mogłaby wyprowadzić się z dużego domu na wsi, gdzie przez większość czasu mieszka sama. Mama mówi, że: „nie przesadza się starych drzew”. Odwiedzamy ją na tyle często, na ile możemy i staramy się pomagać, ale ona coraz częściej odwiedza nas w Poznaniu, celem wizyt w szpitalach i kolejnych operacji. W którymś momencie… gdy pomyślałam, że moja babcia maleje, że mojego dziadka już nie ma i gdy przeczytałam „Lalę” Dehnela zdecydowałam, że mogę robić więcej i więcej zdjęć, bo nigdy nie będzie za dużo.

urlop

Nie pamiętam, jak dawno temu udało mi się tak naprawdę odpocząć. Po prostu zawsze „coś”. Dlatego kiedy wczoraj wróciłam o 21 do domu, zamknęłam za sobą drzwi, otworzyłam wino i postanowiłam, że przynajmniej jeden dzień niezmąconego niczym odpoczynku mi się należy.


konie

Mam na dysku końskie zdjęcia od roku i coś mi w nich nie pasuje. Podejmowałam już setki prób i nic z nich nie wynika. W pewnym momencie olśniło mnie, że na Picasie mam folder z 2009 roku… Doszłam do wniosku, że te podobają mi się bardziej.
Fotografowanie koni to ciężka sprawa.
Albo zdjęcia muszą po prostu długo odleżakować, żeby można było zmienić swoje podejście do nich.