WPP

Po wystawach głowa ruszyła. Przywiozłam sobie też sporo foto książek więc nie pozwalam się jej zatrzymywać. Cały czas, poza pracą, poświęcam na zdjęcia i rysowanie, a i tak nie wystarcza.

Tu kilka wrzutek komórkowych z WPP w Poznaniu. Było okropne światło i, jak zwykle, świetne zdjęcia.

przyczepka

twórcza flauta. w czwartek – world press photo, w weekend – fotofestiwal w łodzi i jeśli starczy czasu, to wypad na miesiąc fotografii w krakowie, trzeba się zainspirować i ukrócić tę niemoc.

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Musiałam niedawno skatalogować wszystkie książki o sztuce, które posiadam. Szczerze zdziwiłam się, że już tyle się zebrało. A skoro wielkimi krokami zbliża się Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich (23.04), to pomyślałam, że fajnie byłoby podzielić się, chociaż niewielką częścią.
1.”Wielka księga fotografii” – pierwsza publikacja dotycząca historii fotografii, z którą się zetknęłam. Przyznam, że bywa trochę chaotyczna i nie zawiera przynajmniej kilku wielkich nazwisk, ale mimo to jest dobrym kompendium wiedzy. Raz na jakiś czas przypominam sobie o nabyciu „Historii Fotografii Światowej” Nami Rosenblum, ale póki co jeszcze się nie szarpnęłam.
2.Autobiografię Niedenthala dostałam w prezencie od kuzynki. Szczerze przyznam, że nie wiem, jak się czyta, bo jeszcze nie miałam czasu, ale jest, jak widać, słusznych rozmiarów i dosłownie nafaszerowana zdjęciami, dlatego nie mogę się doczekać.
3.Biografię Diane Arbus polecam za to z pełną odpowiedzialnością. Może nie jest najlżejsza, ale czytanie o podejściu Diane do jej modeli bardzo wciąga.
4.”Historia piękna” to przede wszystkim pięknie wydana publikacja. Nie wiem czy sama kupiłabym ją sobie w liceum, nie traktuje tylko o fotografii, nie czytałam jej nigdy od deski do deski, ale bardzo często ją przeglądam, żeby się zainspirować i czytam rozdziałami. Cieszę się, że wygrałam ją w konkursie i na planuję dokupić sobie „Historię brzydoty”.
5.”O fotografii” – mówi się, że jest jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą. Ma właściwie miano kultowej i jest pozycją obowiązkową. Wcale się nie dziwię, Susan Sontag pisała świetnie, ale polecam również, mroczniejszy „Widok cudzego cierpienia”. Nie ma jej na zdjęciu, bo nie wiem gdzie jest teraz mój egzemplarz, ale uważam, że jest tak samo dobra, jak pierwsza.
6.Helmut Newton niewątpliwie barwną postacią był. I trzeba przyznać, że jego autobiografia również jest. Przeczytałam ją w jeden wieczór.
7.”Dno oka” to bardzo ciekawe spojrzenie na stare fotografie. Wojciech Nowicki wykazuje się ogromną wiedzą, doskonale analizuje i wyciąga ciekawe wnioski. Bardzo mi się podobała, a dzięki niej sięgnęłam po (8.) „Fotoplastikon” Jacka Dehnela, który sprawił, że absolutnie pokochałam jego twórczość i czytam obecnie wszystko tego auora.
9.”Fotografia jako sztuka współczesna” to jedna z lepszych pozycji z historii fotografii, jakie czytałam.
10. Na antologię „Przestrzenie fotografii” byłam chyba zbyt młoda, kiedy ją kupiłam, ale teraz bardzo się cieszę. Jest o fotografii i socjologii wg. Susan Sontag, o fotografii i zen i również o historii polskiej fotografii, o której pisze, bardzo zdolny, Adam Mazur.
11. Tak zdolny, że niestety nadal mało rozumiem z jego zbiorów tekstów w „Kocham fotografię”, ale kiedyś do nich wrócę. Póki co ta książka przypomina mi, o miejscu, w którym ją kupiłam, a które już nie istnieje. O Yoursie. Bardzo mi szkoda takich miejsc.
12. I przedostatni na stosie, a ostatni na liście maleńki album zdjęć Zofii Chomętowskiej – „Amerykanka”. No. 233/300 dostałam od koleżanki, za gościnę. Zdjęcia wybrane przez Kubę Śwircza i Kubę Dąbrowskiego, którzy piszą: „taki pamiętnik mogłaby nam zostawić Chomętowska”. Nie ma tam dużo więcej czytania, a szkoda, ale lubię go czasem oglądać.
Tyle jeszcze tutaj nie napisałam, bo po prostu wolę czytać i na szczęście na to teraz pora. Nowy Dehnel już czeka na półce. Miłego Dnia Książki.

little break

ostatnio robiłam niewiele zdjęć. lekarz zdiagnozował świnkę i zalecił tygodniową izolację. nie sprzyjało to fotografowaniu, a co gorsza było nic niewarte, bo po kolejnej wizycie wykluczył świnkę i odesłał do laryngologa. ten znowu nastraszył onkologiem i zapisał leki. tak chodzę od lekarza do lekarza i liczę na poprawę, ale przynajmniej nie mam świnki i mogę robić zdjęcia.

rękawiczki

Poczyniłam obserwację, z których wynika, że rękawiczki to najczęściej gubiona część garderoby. Powinny być na zmarzniętych dłoniach, a są, gdzie się nie obrócę. Sama zastanawiam się co zrobiłam z moją najcieplejszą parą. Może powinniśmy, jak przedszkolaki, nosić je na sznurkach.