January

 JANUARY

Nigdy nie podejrzewałabym, że koniec i początek roku mogą przynieść tyle dobrego. Dużo podróży, których nigdy nie zapomnę, miejsc, które cieszyły oczy i spokoju, którego sobie i innym życzę w 2016.

268

Na dysku nadal wygrzewają się fotografie z jesieni stulecia w Krakowie, ale tymczasem bardziej odpowiedni, zimowy Karpacz, Teplice nad Metuji czy Biedrusko.

DSC_0251

271

DSC_0244

Pisząc ten post słucham Glena Hansarda czekając na jego koncert w Poznaniu. No 2016, dajesz!

Nostalgic girl

Na pierwszym zdjęciu moje ulubione kino. Było. Teraz odbywały się tam potańcówki. I z całym szacunkiem dla seniorów, ale gdyby chociaż z dawnych sal Amarant dobiegały mnie „Prywatki”, a nie wątpliwej jakości „muzyka”, to pewnie chciałoby mi się płakać bardziej ze wzruszenia, niż ze złości. Z dwojga złego dobrze, że nie kolejny market osiedlowy.
„Rodzina w kinie na drugim seansie już z nudów ziewa. Tutaj Paul Anka, Stonesi, Beatlesi, Cliff Richard śpiewa.”
No tak, żeby chociaż.
 

kościół św. Jana Vianneya

Wschód słońca, mgła i widok na kopułę neoklasycystycznego kościoła św. Jana Vianneya na Sołaczu.

Podobno z latarnią. Podobno, bo nigdy nie widziałam, jak świeci i nie wiem czy nadal miałoby to jakąś rację bytu, ale i tak,

widok ten bardzo uprzyjemnia czekanie na przystanku autobusowym.